Nowa strona 1

Kontakt: yahya@gazeta.pl

RSS
poniedziałek, 10 kwietnia 2006
RELIGIA POKOJU
the blog
LINK
sobota, 05 listopada 2005
Francja płonie...
Więcej w temacie na
RELIGIA POKOJU

poniedziałek, 24 października 2005
Belgia - terrorystyczne zaplecze
W ciągu ostatnich 10 lat Belgia stała się dogodnym miejscem wspierania zamachowców wszelkiej maści i werbowania nowych bojowników. Przyczyniło się do tego łagodne dla nich prawo oraz słabo rozwinięte służby antyterrorystyczne. Teraz sytuacja zaczyna się zmieniać.

Pochmurny marcowy dzień 2004 roku. Holenderska drogówka zatrzymuje samochód z belgijską rejestracją, bo jedzie bez świateł. Okazuje się, że policjanci całkiem przypadkowo trafili na grupę islamskich radykałów.

Kierowcą auta był Khalid Bouloudo, urodzony w Belgii piekarz, były pracownik fabryki Forda. Rutynowa kontrola ujawnia, że jego nazwisko figuruje na liście podejrzanych Interpolu i jest objęte międzynarodowym nakazem aresztowania. Wśród zarzutów są powiązania z marokańską grupą terrorystyczną oraz udział w zamachach bombowych w Casablance w 2003 roku.

Aresztowanie podejrzanego uruchomiło lawinę zdarzeń, które ukazały zasięg działania młodych radykalnych grup muzułmańskich oraz rosnące gwałtownie zagrożenie terrorystyczne w Europie. Wyszły na jaw powiązania zatrzymanego z osobami i grupami wspierającymi działania kryminalne i terrorystyczne w wielu krajach.

Zanim jednak doszło do aresztowania, belgijska policja antyterrorystyczna w ramach akcji o kryptonimie „Asparagus” przez ponad rok zbierała informacje o Bouloudo i jego współpracownikach. Po zatrzymaniu Bouloudo funkcjonariusze zmuszeni byli przerwać operację. Aby nie dopuścić do ucieczki członków grupy, siły antyterrorystyczne dokonały serii rewizji i aresztowań w całym kraju. W ciągu kilku miesięcy rozbrojono rozległą siatkę terrorystów podejrzanych o wspieranie zamachów bombowych w Casablance i w Madrycie oraz rekrutowanie bojowników do planowanego powstania w Iraku.

W przyszłym miesiącu przed sądem w Brukseli rozpocznie się sprawa, którą nazwano „Asparagus 18”. Belgijscy prokuratorzy po raz pierwszy skorzystają z prawa antyterrorystycznego wprowadzonego pod koniec 2003 roku. Nowe przepisy przewidują za działalność terrorystyczną oraz powiązania z terrorystami kary więzienia do 20 lat.

Żadnemu z 18 oskarżonych – w większości Marokańczyków lub marokańskiego pochodzenia – nie stawia się jednak zarzutu udziału ani nawet planowania konkretnej akcji terrorystycznej na terenie Belgii. Proces ma wykazać, w jaki sposób w ostatniej dekadzie powstał tu ośrodek wspierania terroryzmu w Europie. Oskarżyciele chcą udowodnić, że członkowie grupy pomagali sprawcom zamachów bombowych, m.in. udzielając im schronienia.

Oskarżonym zarzuca się fałszowanie dokumentów, nielegalny wjazd i pobyt w Belgii, posiadanie broni bez zezwolenia. Są podejrzani o związki z terrorystami z Grupy Islamskich Bojowników Marokańskich, z których wielu było szkolonych w Afganistanie przed obaleniem rządów talibów. Khalid Bouloudo miał być jednym z nich.

– Mamy do czynienia z typową nową, postafgańską siatką, w której jest wszystkiego po trochu. Są tu miejscowi radykałowie, imigranci z Maroka, ślady prowadzące do Arabii Saudyjskiej, związki z akcjami jak ta w Madrycie – mówi szef belgijskiej policji Glenn Audenaert. – Przypomina to pojedyncze cząsteczki substancji toksycznej, które łączą się i razem stają się jeszcze bardziej trujące.

W Belgii od ponad 50 lat żyje silnie zintegrowana populacja marokańskich imigrantów. Ponadto w ostatnich latach przybyło tu wielu uchodźców z Francji, których wypłoszyły tamtejsze natrętne służby bezpieczeństwa i restrykcyjne prawo. To właśnie w Belgii znalazło wsparcie logistyczne dwóch tunezyjskich zabójców Ahmeda Szacha Masuda. Udając dziennikarzy na belgijskich paszportach, zdołali przedostać się z Belgii do Afganistanu.

Nawet obrońcy oskarżonych w sprawie „Asparagus 18” przyznają, że Belgia stała się atrakcyjnym ośrodkiem wsparcia dla międzynarodowych grup przestępczych i terrorystycznych. – Ludzie ci wybrali Belgię jako bazę logistyczną – mówi Didier de Quévy, adwokat, który uczestniczył wcześniej w procesach terrorystów, a teraz reprezentuje jednego z oskarżonych. – Przyjechali, bo kary są tu łagodne.

Faktycznie, choć Bruksela jako główna siedziba Unii Europejskiej i NATO jest praktycznie stolicą Europy, środki do walki z terroryzmem są tu dość ograniczone. Nie ma odpowiednika CIA, zaledwie kilku oficerów wywiadu pracuje za granicą. Jedynie 50 oficerów policji, detektywów i agentów w całym kraju obserwuje muzułmańską społeczność.

Funkcjonariusze narzekają, że wolno im przetrzymywać podejrzanych o związki z działalnością przestępczą tylko przez 24 godziny (dla porównania: we Francji mogą to być cztery dni). Są też uciążliwe ograniczenia w stosowaniu niektórych metod operacyjnych, jak na przykład podsłuchu.

RESZTA TUTAJ

wtorek, 04 października 2005
Oriana Fallaci - Wsciekłość i Duma
Chcesz, żebym się wreszcie odezwała. Prosisz, żebym tym razem przerwała milczenie, które wybrałam, które od lat sobie narzucam, żeby nie wmieszać swojego głosu w orkiestrę cykad. I zrobię to. Ponieważ dowiedziałam się, że również we Włoszech są tacy, którzy się cieszą - tak samo jak wczoraj wieczorem w Gazie przed kamerami cieszyli się Palestyńczycy. "Zwycięstwo! Zwycięstwo!". Mężczyźni, kobiety, dzieci. O ile kogoś, kto zachowuje się w taki sposób, w ogóle można nazwać mężczyzną, kobietą czy dzieckiem. Dowiedziałam się, że niektóre luksusowe cykady, politycy lub tak zwani politycy, intelektualiści lub tak zwani intelektualiści, a także inne indywidua, które nie zasługują na miano obywateli, zachowują się zasadniczo tak samo. Mówią: "Dobrze tak Amerykanom. Dobrze im tak". I jestem bardzo, bardzo, bardzo wściekła. Wściekła wściekłością zimną, przejrzystą, racjonalną. Wściekłością, która eliminuje wszelki dystans, wszelką wyrozumiałość, która mi każe udzielić im odpowiedzi, a przede wszystkim ich opluć. Pluję na nich. Równie wściekła co ja afroamerykańska poetka Maya Angelou wczoraj ryknęła: "Be angry. It's good to be angry, it's healthy" (Bądźcie wściekli. Wściekłość dobrze robi. To zdrowe). Czy mnie zrobi dobrze, tego nie wiem. Ale wiem, że nie zrobi dobrze im, czyli tym, którzy podziwiają Osamę ben Ladena, tym, którzy wyrażają mu zrozumienie, sympatię lub solidarność. Swoim życzeniem odpaliłeś ładunek, który już od dawna miał ochotę wybuchnąć. Zobaczysz.

Chcesz również, żebym opowiedziała, jak przeżyłam tę Apokalipsę. Krótko mówiąc, żebym dała świadectwo. Od niego więc zacznę. Byłam w domu - mój dom mieści się w centrum Manhattanu - i punktualnie o 9 odczułam grożące niebezpieczeństwo, które być może nie groziło mi osobiście, ale które na pewno mnie dotyczyło. Odczucie, którego doświadcza się na wojnie, a raczej w bitwie, kiedy wszystkimi porami skóry czujesz nadlatującą kulę lub pocisk i nastawiasz uszu, i krzyczysz do stojącego obok ciebie człowieka: "Down! Get down!" (Na ziemię!). Otrząsnęłam się z niego. Nie mieszkam przecież w Wietnamie, nie byłam przecież w tej chwili na żadnej z tych pieprzonych wojen, które - począwszy od II wojny światowej - posiekały mi życie! Byłam w Nowym Jorku, do diabła, był cudowny wrześniowy poranek roku 2001. Lecz to wrażenie - niewytłumaczalnie - wciąż trzymało mnie w swoich szponach. I wówczas zrobiłam coś, czego rano nigdy nie robię. Włączyłam telewizor. Fonia nie działała, ale wizja, owszem. I na każdym kanale, a jest ich tu prawie sto, widać było jedną z wież World Trade Center płonącą jak gigantyczna zapałka. Krótkie spięcie? Jakaś zbłąkana awionetka? Czy może przemyślany zamach terrorystyczny? Jak sparaliżowana wpatrywałam się w wieżę bez przerwy, a kiedy się tak wpatrywałam, kiedy powtarzałam sobie te trzy pytania, na monitorze pojawił się samolot. Biały, duży. Samolot pasażerski. Leciał bardzo nisko. Lecąc tak nisko, kierował się w stronę drugiej wieży jak bombowiec, który zawisa nad celem, który zrzuca na niego bombę. Aż zrozumiałam. Zrozumiałam również dlatego, że w tej samej chwili wróciła fonia i usłyszałam chór dzikich wrzasków. Wciąż tych samych, dzikich. "God! Oh, God! Oh, God, God, God! Gooooooood!" (Boże! O Boże! O Boże! Boże, Boże, Boooożeeee!). I samolot wśliznął się w drugą wieżę, jak nóż się wślizguje w kostkę masła.

Była już 9.15. Nie pytaj, co czułam podczas tych piętnastu minut. Nie wiem, nie pamiętam. Byłam jak sopel lodu. Również mój mózg był soplem. Nie pamiętam nawet, co działo się na pierwszej, a co na drugiej wieży. Ludzie, którzy nie chcieli spłonąć żywcem, rzucali się z okien osiemdziesiątego czy dziewięćdziesiątego piętra. Rozbijali szyby w oknach, przechodzili przez nie, rzucali się w dół, jak z samolotu rzucają się spadochroniarze, i spadali powoli. Trzepocząc nogami i rękami, pływając w powietrzu. Tak, wydawało się, że pływają w powietrzu. I że nie dotrą do celu. Lecz na poziomie trzydziestego piętra przyspieszali. Zaczynali rozpaczliwie gestykulować, jak gdyby żałowali wszystkiego, jak gdyby krzyczeli: "Help! Help!" (Na pomoc!). I być może tak krzyczeli naprawdę. Wreszcie spadali jak kamień i paf! Wiesz, myślałam, że na wojnach widziałam już wszystko. Czułam się zaszczepiona na wojny, i w gruncie rzeczy to prawda. Nic mnie już nie zaskakuje. Choć czasami się wściekam, a nawet oburzam. Ale na wojnach zawsze widziałam ludzi, których mordowano. Nigdy nie widziałam ludzi, którzy umierają, zabijając samych siebie, czyli rzucając się bez spadochronu z okien osiemdziesiątego, dziewięćdziesiątego albo setnego piętra. Ponadto na wojnach zawsze widziałam rzeczy, które wybuchają. Które wybuchają na wszystkie strony. I zawsze słyszałam wielki huk. A te dwie wieże nie wybuchły. Pierwsza złożyła się, pochłonęła samą siebie. Druga stopiła się, rozpuściła. Pod wpływem temperatury rozpuściła się dokładnie tak jak kostka masła na rozgrzanej patelni. I wszystko to, przynajmniej tak mi się wydawało, wydarzyło się w grobowej ciszy. Czy to możliwe? Czy ta cisza była naprawdę, czy tylko we mnie?

Muszę ci również wyznać, że na wojnach zawsze widziałam niewielu zabitych. Co bitwa, to dwieście czy trzysta zwłok. Najwyżej czterysta. Jak w Wietnamie, w Dak To. A kiedy walka się skończyła, Amerykanie zaczęli ich zbierać, liczyć - nie wierzyłam własnym oczom. Podczas rzezi w Meksyku - tej samej, w której ja również zostałam postrzelona - zebrano co najmniej osiemset trupów. I kiedy, biorąc mnie za zmarłą, wrzucili mnie do kostnicy, wydawało mi się, że wokół mnie jest całe morze zwłok. Cóż, w obu wieżach pracowało prawie pięćdziesiąt tysięcy osób. I bardzo niewiele z nich zdążyło się ewakuować. Windy przestały działać, to oczywiste, a wędrówka na dół z górnych pięter musiałaby trwać całą wieczność. O ile płomienie w ogóle by pozwoliły ją podjąć. Nigdy nie poznamy liczby ofiar. (Czterdzieści, czterdzieści pięć tysięcy...?). Amerykanie nigdy tego nie powiedzą. Żeby nie podkreślać rozmiarów tej Apokalipsy. Żeby nie dawać satysfakcji Osamie ben Ladenowi i nie zachęcać do następnych zamachów. A poza tym te dwie czeluście, które pochłonęły dziesiątki tysięcy istnień, są zbyt głębokie. Robotnicy wykopują co najwyżej kawałki poodrywanych części ciała. Tu nos, tam palec. Albo masę, która wygląda jak zmielona kawa, a w rzeczywistości jest materią organiczną. Pozostałość po ciałach, które w mgnieniu oka rozsypują się w pył. Wczoraj burmistrz Giuliani wysłał kolejne dziesięć tysięcy worków, lecz okazały się bezużyteczne.

Co czuję w stosunku do tych kamikadze, którzy zginęli razem z nimi? Żadnego szacunku. Żadnej litości. Tak, nawet litości. Ja, która w każdym przypadku zawsze jej ulegam. Kamikadze, czyli faceci, którzy popełniają samobójstwo po to, żeby zabić innych ludzi, zawsze wydawali mi się antypatyczni - dotyczy to również japońskich kamikadze z czasów II wojny światowej. Nigdy nie uważałam ich za kogoś w rodzaju Pietra Mikki, który zagrodził nieprzyjacielskim oddziałom drogę do Turynu, podpalając proch i wylatując w powietrze razem z murami obronnymi [w 1706 r., podczas oblężenia przez wojska francuskie - przyp. tłum.]. Nigdy nie uważałam ich za żołnierzy. A tym bardziej za męczenników czy bohaterów, jak w 1972 roku, wrzeszcząc i plując, określił ich pan Arafat (podczas wywiadu, który przeprowadziłam z nim w Ammanie - w miejscu, gdzie jego sierżanci szkolili również terrorystów z grupy Baader Meinhof). Uważam ich za zarozumialców, i tyle. Zarozumialców, którzy zamiast szukać sławy w kinematografii, w polityce lub sporcie, szukają jej w śmierci własnej i innych. W śmierci, która zamiast statuetki Oscara, funkcji ministra czy mistrzostwa kraju przyniesie im (jak wierzą) podziw. A w przypadku tych, którzy modlą się do Allaha - miejsce w Raju, o którym mówi Koran: w Raju, gdzie bohaterowie pieprzą hurysy. Założę się, że ta zarozumiałość dotyczy również ich wyglądu. Mam przed oczami fotografię dwóch kamikadze, o których piszę w "Inszallahu": powieści, która rozpoczyna się od zniszczenia bazy amerykańskiej (ponad czterysta ofiar) i bazy francuskiej (ponad trzysta pięćdziesiąt) w Bejrucie. To zdjęcie kazali sobie zrobić, zanim poszli na śmierć, i zanim poszli na śmierć, poszli też do fryzjera. Cóż za wspaniała fryzura. Jakie wypomadowane wąsy, przylizane bródki, jakie zalotne baczki...

Ach! Jak by się skręcał pan Arafat, gdyby mnie teraz słyszał. Wiesz, pomiędzy nim a mną nie układa się najlepiej. Nigdy mi nie wybaczył ani przepastnej różnicy poglądów, która wyszła na jaw podczas tamtego spotkania, ani opinii, jaką o nim wyraziłam w mojej książce "Wywiad z historią". Co do mnie, nie wybaczyłam mu nigdy niczego. Między innymi tego, że jednemu z dziennikarzy włoskich, który nieopatrznie przedstawił się mu jako "mój przyjaciel", przystawiono do serca rewolwer. Więc się już nie spotykamy. A szkoda. Bo gdybym znów się z nim zobaczyła, a raczej gdybym udzieliła mu audiencji, wykrzyczałabym mu w pysk, kim są męczennicy i bohaterowie. Wrzeszczałabym: "Wielmożny Panie Arafat, męczennikami są pasażerowie czterech uprowadzonych samolotów zamienionych w żywe bomby. Wśród nich czteroletnia dziewczynka unicestwiona w drugiej wieży. Wielmożny Panie Arafat, męczennikami są urzędnicy, którzy pracowali w obu wieżach i w Pentagonie. Wielmożny Panie Arafat, męczennikami są strażacy, którzy zginęli, próbując ich uratować. I wie Pan, kto jeszcze zalicza się do tego grona? Pasażerowie samolotu, który miał runąć na Biały Dom, a który rozbił się w lesie w Pensylwanii, ponieważ oni podjęli walkę! Dla nich - owszem - przydałby się Raj, Wielmożny Panie Arafat. Kłopot w tym, że teraz to Pan robi za głowę państwa ad perpetuum. Robi Pan za monarchę. Składa Pan wizytę Papieżowi, twierdzi Pan, że nie lubi terroryzmu, przesyła Pan Bushowi wyrazy współczucia. I w swojej kameleonowej umiejętności zaprzeczania samemu sobie byłby Pan zdolny powiedzieć mi, że mam rację". Lecz zmieńmy temat. Ja, jak wiadomo, jestem bardzo chora, i na samą myśl o spotkaniu z różnymi Arafatami dostaję gorączki.

Wolę mówić o nietykalności, jaką wiele osób przypisywało Ameryce. Nietykalność? Jaka nietykalność?!? Im bardziej społeczeństwo jest demokratyczne i otwarte, tym bardziej jest narażone na terroryzm. Im bardziej jakiś kraj jest wolny, im dalszy od reżimu policyjnego, tym większe ponosi ryzyko i tym częściej doświadcza porwań i rzezi, które przez wiele lat miały miejsce we Włoszech, w Niemczech i innych regionach Europy. I które teraz, w wyolbrzymionym rozmiarze, mają miejsce w Ameryce. Nie bez powodu kraje niedemokratyczne, zarządzane przez reżimy policyjne, zawsze gościły i finansowały terrorystów i teraz pomagają im, jak mogą. Na przykład Związek Radziecki, kraje jego obozu i Chiny Ludowe. Libia Kadafiego, Irak, Iran, Syria, Arafatowski Liban, sam Egipt, sama Arabia Saudyjska, której poddanym jest Osama ben Laden, sam Pakistan, oczywiście Afganistan i wszystkie muzułmańskie regiony Afryki. Na lotniskach i w samolotach tych krajów zawsze czułam się bezpieczna. Spokojna jak śpiący noworodek. Bałam się jedynie aresztowania, ponieważ źle pisałam o terrorystach. A na lotniskach i w samolotach europejskich zawsze byłam podenerwowana. Na lotniskach i w samolotach amerykańskich wręcz zdenerwowana. A w Nowym Jorku nerwowa po dwakroć. (W Waszyngtonie nie. Muszę to przyznać. Tego, że samolot może spaść na Pentagon, naprawdę się nie spodziewałam). Krótko mówiąc, moim zdaniem to nigdy nie był problem "czy", lecz "kiedy". Jak myślisz, dlaczego we wtorek rano moja podświadomość odnotowała ten niepokój, tę groźbę? Jak myślisz, dlaczego wbrew moim zwyczajom włączyłam telewizor? Jak myślisz, dlaczego wśród pytań, jakie sobie stawiałam, kiedy płonęła pierwsza wieża i nie było fonii, pojawiło się pytanie o zamach? A dlaczego na widok drugiego samolotu od razu wszystko stało się dla mnie jasne? Dlatego, że Ameryka jest najpotężniejszym krajem na świecie, najbogatszym, najsilniejszym, najbardziej nowoczesnym, prawie wszyscy wpadli w te sidła. Czasami wpadali w nie również sami Amerykanie. Lecz kruchość Ameryki rodzi się właśnie z jej siły, z jej bogactwa, z jej potęgi, z jej nowoczesności. Jak w starej historii o psie, który pożera własny ogon.

RESZTA TUTAJ

środa, 14 września 2005
Religia pokoju
Projekt "Religia pokoju" został zamrożony. Więcej w temacie na

H T T P : / / R E L I G I A P O K O J U . B L O X . P L

Na stronie wciąż można ściągnąć kultowego e-booka :o)

środa, 10 sierpnia 2005
OBRZEZANIE KOBIET
"Gdyby tylko jeden człowiek na świecie przycisnął do ziemi przerażoną, wyrywającą się i wrzeszczącą dziewczynkę, odciął jej genitalia brudnym ostrzem i zszył ją, pozostawiając jedynie niewielki otwór na mocz i krew menstruacyjną, zadawalibyśmy sobie tylko jedno pytanie: jak surowo należy ukarać tę osobę i czy śmierć byłaby wystarczającą karą? Kiedy jednak robią to miliony ludzi, potworność tego czynu nie zostaje wcale milionkrotnie spotęgowana, ale owa zbrodnia staje się nagle częścią „kultury”, tym samym – jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki – wydaje się mniej, a nie jeszcze bardziej ohydna. Niektórzy przedstawiciele zachodniej „myśli moralnej” próbują jej nawet bronić" Donald Symons, antropolog amerykański
niedziela, 07 sierpnia 2005
Dokąd zmierza polski islam?
Do niedawna wszystko było jasne: mówisz muzułmanin – myślisz Tatar. Sześć wieków obecności zrobiło swoje. Tym bardziej, że Tatarzy, którzy pojawili się w Polsce pod koniec XIV wieku, szybko wtopili się w nowe otoczenie. Zrezygnowali nawet ze swojego języka i zwyczajów na rzecz języka i zwyczajów nowej ojczyzny. Nie zrezygnowali tylko z religii, dzięki której przetrwali jako grupa etniczna. W 1925 roku założyli Muzułmański Związek Religijny reprezentujący interesy polskich wyznawców islamu. Dziesięć lat później islam został religią oficjalnie uznaną przez państwo polskie.

Dziś w Polsce mieszka około 5000 osób pochodzenia tatarskiego. Wielu z nich uważa się nie tylko za obywateli Rzeczypospolitej, ale także za Polaków. Dzięki nim przez sześć wieków Polacy postrzegali islam jako religię łagodną, otwartą na innych. Ale to co przez lata było zaletą, teraz okazało się wadą.

– Wśród Tatarów islam przechodził z ojca na syna, z syna na wnuka, prawnuka – mówi Marek Kubicki, arabista, redaktor naczelny portalu „www. arabia. pl”. – Dziś, kiedy każdy muzułmanin może pojechać do kraju arabskiego i poznać islam u źródeł, wielu stawia im zarzuty, że ich islam za bardzo się zeuropeizował i zlaicyzował.

To jeden z powodów, dla których Tatarzy muszą dziś walczyć, by nie dać się zepchnąć na margines muzułmańskiej społeczności. Ale nie jedyny. Bardziej bolesne jest to, że po sześciu stuleciach znaleźli się w mniejszości. Jest ich dzisiaj mniej niż wszystkich muzułmanów pochodzenia arabskiego, czy pakistańskiego i konwertytów. Pewni swej pozycji nie chcieli lub nie potrafili zauważyć, że w ostatnich latach polski islam szybko się zmienia. Długo nie chcieli zaakceptować zmian, a kiedy zrozumieli, że zmian uniknąć się nie da, było za późno. Zarejestrowana w ubiegłym roku Liga Muzułmańska odebrała Muzułmańskiemu Związkowi Religijnemu pozycję jedynego reprezentanta świata muzułmańskiego w Polsce.

WIĘCEJ W TYGODNIKU OZON
http://wiadomosci.onet.pl/1240354,240,kioskart.html
piątek, 05 sierpnia 2005
Zamordowana i spalona przez chłopaka
Nowa strona 1

Arabia Saudyjska: Zgodnie z  oświadczeniem policji powodem tego zabójstwa było oszustwo dziewczyny...

czwartek, 04 sierpnia 2005
Islamskie organizacja terrorystyczne (I)
Notka ta stanowi próbę przedstawienia poszczególnych islamskich terrorystycznych działających w różnych regionach świata

Wstęp

Notka ta stanowi próbę przedstawienia poszczególnych islamskich terrorystycznych działających w różnych regionach świata. Nie jest jednak możliwe zajęcie się wszystkimi tego typu organizacjami, jest ich bowiem zbyt wiele. Opisane tu więc będą wszystkie znaczące i znane organizacje, czyli te, na których temat były jakiekolwiek wzmianki w artykułach prasowych lub publikacjach dotyczących terroryzmu. Niestety informacje o niektórych z nich okazały się dość skąpe, stąd też charakterystyka pewnych grup jest bardzo skromna. Nieco myląca może się okazać się także klasyfikacja grup terrorystycznych według niżej podanej lokalizacji (różne regiony świata). Wynika to stąd, że bardzo wiele organizacji działa w różnych regionach świata, a nie tylko w jednym; w takim wypadku zostały one przyporządkowane do tego regionu, w którym powstały lub w którym mają swą główna siedzibę. Natomiast na przykład większość grup przyporządkowanych do rejonu Bliskiego Wschodu przeprowadza swoje
akcje terrorystyczne nie tylko tam, ale także w Europie, Ameryce itd. Poza tym, zgodnie z tematem notki zamieszczone zostały wiadomości dotyczące islamskich organizacji terrorystycznych, to znaczy organizacji fundamentalistycznych, natomiast pominięto wszelkie organizacje o charakterze typowo narodowowyzwoleńczym, jak na przykład dużą część grup palestyńskich.

Interesującym nas zagadnieniem są fundamentalistyczne ugrupowania islamskie, także niepodległościowe, ale o charakterze zdecydowanie radykalnym-ekstremiści dążący przede wszystkim do zwycięstwa religii muzułmańskiej. Dlatego też spośród bardzo wielu grup palestyńskich opisane tu są tylko dwie, spełniające podane wyżej kryteria - Hamas i Palestyński Dżihad. Podobnie potraktowane zostały ugrupowania terrorystyczne innych narodowości.

Bliski Wschód

Al-Jihad

Ta egipska grupa ekstremistów, działająca od późnych lat siedemdziesiątych, znana także pod nazwami Islamski Dżihad, Grupa Dżihad, Talaa’ Al-Fateh, dzieli się na dwie frakcje. Pierwsza jest prowadzona przez Aymana Al-Zawahiri, natomiast druga (znana właśnie pod nazwa Talaa’ Al-Fateh)- przez Ahmada Husajna Awiza. Siedzibą tej organizacji terrorystycznej jest stolica Syrii, Damaszek. Podobnie jak Al-Gama’at Al-Islamiyya, Dżihad uważa za swego duchowego przywódcę szejka Umara Abd-Al Rahmana, wiezionego obecnie w Stanach Zjednoczonych. Założyciel Al-Jihad, więziony z kolei obecnie w Egipcie, celem swej grupy uczynił dążenie do upadku rządu prezydenta Egiptu, Hojni Mubaraka i utworzenie tam republiki islamskiej. Ważnym zadaniem jest także dążenie do wyeliminowania wszelkich zachodnich, szczególnie amerykańskich wpływów w Egipcie.

Grupa ta operuje w małych, zakonspirowanych komórkach,. Rekrutowani są ochotnicy w wieku od 15 do 30 lat, przygotowywani w obozach szkoleniowych Egipcie, Afganistanie, Pakistanie i Sudanie. Od tych czterech państw płynie rzeka wsparcia finansowego i materialnego. Dużego wsparcia udziela poza tym Iran, a także organizacja Osamy bin Ladena; innymi źródłami funduszy za pozarządowe organizacje islamskie i współpraca z egipskim podziemiem przestępczym.

 Dżihad ponosi odpowiedzialność za wiele ataków terrorystycznych skierowanych przeciwko egipskim przedstawicielom aparatu władzy, a także przeciwko jego instytucjom i infrastrukturze. Był on między innymi odpowiedzialny za zabójstwo prezydenta Ankara Sałata w roku 1981, w początkach swojej krwawej działalności. W przeciwieństwie do innych fundamentalistycznych grup islamskich działających na terenie Egiptu (np. Al-Gama’at Al-Islamiyya), organizacja ta skupia się na atakowaniu wysoko postawionych urzędników państwowych, także szczebla ministerialnego. Na konto Al-Jihad można zaliczyć na przykład próby zamordowania premiera Atefa Sedky w sierpniu 1993 roku i ministra spraw wewnętrznych Hasam Al.-Alfi w listopadzie 1993 roku. W czerwcu 1993 roku dokonano zabójstwa Faraja Fodaha, który miał duży wkład w zawarcie egipsko-izraelskiego układu pokojowego. W owym czasie została stworzona długa lista osób, które zamierzano zlikwidować, zawierająca wiele nazwisk z najwyższego kręgu władzy. Niekiedy celami staja się także chrześcijanie oraz obywatele i infrastruktura państw zachodnich.

Od końca roku 1993 organizacja ta nie przeprowadzała żadnych większych akcji na terenie samego Egiptu. Groziła natomiast atakami odwetowymi przeciwko Stanom Zjednoczonych w związku z aresztowaniem i uwiezieniem szejka Umara Abd Al-Rahmana i coraz częstszymi aresztowaniami członków grupy na terenie Wielkiej Brytanii, Azerbejdżanu i Albanii. Liczbę jej aktywnych członków ocenia się na kilka tysięcy, dalszych kilkanaście sympatyzuje z tym ruchem.

Zródło:  D. Duda, Terroryzm islamski, WUJ, Kraków, 2002 s.43-44, 49-50

środa, 03 sierpnia 2005
Filary kłamstwa

W magazynie Polish Express ukazał się tragikomiczny "wywiad" pod tytułem "Terror z muzułmańskiej perspektywy oraz widziany oczami Polki"; wywiad z muzułmanką która próbuje wybielić islam...

"-Jak oceniasz ludzi, którzy 7 lipca dokonali zamachów w Londynie? Yasmine: Oczywiście, że ci ludzie nie są bohaterami. Nikt nie ma prawa zabijać ludzi. Nie uważam, że zginęli za wiarę islamską. Nigdzie, ale to podkreślam, nigdzie: w Koranie, czy w religii islamskiej nie ma mowy o tym, że zabija się dla wiary, a co więcej masz później zbawienie. To jest bzdura! ! ! Jeżeli muzułmanie mieliby zabijać ludzi, to znaczy, że moi rodzice również musieliby zabijać"

"Islam jest absolutnie religią pokojową. Kto ci powiedział, że ludzie którzy to zrobili są wyznawcami islamu? Ponieważ mają muzułmańskie nazwiska? Prawdziwi muzułmanie tego nie robią. To jest problem z mediami, które od razu nazywają ich muzułmanami. To są ekstremiści, a nie wyznawcy islamu. Błagam nie mylcie tych dwóch pojęć. Nie wiem dlaczego oni to zrobili. Ci ludzie mają dziwny sposób myślenia o religii. Uważają, że są najlepsi na świecie, ale to nie jest prawda. Muzułmanie nie są zabójcami. To jest wbrew naszej religii"

"Mogę tylko powiedzieć, że życie dla prawdziwego muzułmanina jest święte. Jest 5 głównych pilarów, którymi się kierujemy: Ramadan (40 dnipostu, jemy dopiero po zachodzie słońca), Halal (mięso błogosławione), Mekka (miejsce, gdzie urodził się Mahomet-profet), modlenie się, oddawanie pieniędzy na cele charytatywne"


Wszystko byłoby ładnie-pięknie gdyby nie owe „pilary” (a może raczej filary?) islamu... Mekka nie jest filarem islamu tylko hadź, pielgrzymka do Mekki... także mięso halal nie jest filarem islamu tylko niewymienionym filarem islamu jest wiara. Tak więc bełkotliwy wywiad przeprowadzono albo z pseudomuzułmanką która nie ma zielonego pojęcia o swojej religii (vide elementarny brak wiedzy koranicznej: „w Koranie, czy w religii islamskiej nie ma mowy o tym, że zabija się dla wiary” porównaj z 5:33 i innymi: „ Zapłatą dla tych, którzy zwalczają Boga i Jego Posłańca i starają się szerzyć zepsucie na ziemi, będzie tylko to, iż będą oni zabici lub ukrzyżowani albo też obetnie im się rękę i nogę naprzemianległe, albo też zostaną wypędzeni z kraju”) albo autorzy artykułu sami wymyślili wirtualną muzułmankę. I aby uzyskać odpowiedni wydźwięk propagandowy – sami ułożyli pytania wraz z odpowiedziami :o) (stąd te kompromitujące braki wiedzy o islamie...)
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 7